Witam, witam! Nie wiem, po co to piszę - być może chcę zapełnić tą paskudną lukę w swoim profilu.
Na wstępie przepraszam wszystkich, którzy czasem tu zaglądają, a nie znają języka polskiego. I'm sorry, guys. Serio. You już teraz don't understand o czym ja tu talking, a będzie jeszcze gorzej. I właśnie za to I want to przeprosić. If you chcecie rozumieć, pierw learn mój ojczysty language.
Ok, wstęp mamy za sobą. Ale nie wiem co dalej. Właściwie to do niczego mi ten żurnal nie jest potrzebny. No, poza jednym.
Przypomniałem sobie wczoraj o pewnym cyklu komiksów, który robiłem gdzieś w okolicach wakacji 2010 lub 2009 roku, ze wskazaniem na ten pierwszy. Nie jest to dzieło wybitne, choć w sumie mam do niego jakiegoś rodzaju sentyment i żal mi skazać wykreowane przez siebie, papierowe i banalne postaci na zapomnienie.
Nigdy cyklu owego nie zakończyłem i nie wydaje mi się, bym to kiedykolwiek uczynił. Epizody 2-4 rysowałem jak w transie, potem było już coraz gorzej. Ostatni jak do tej pory, siódmy, powstał dużo później niż pozostałe, co zresztą odbiło się na jego jakości - jest zdecydowanie mniej humorystyczny, ale to też po części wina faktu, że był swego rodzaju łącznikiem. Nigdy nie powstało jednak to, z czym miał łączyć epizody poprzednie.
Linki do wszystkich odcinków znajdują się tutaj:
[link]Wszystko uploadowane było dawno, możliwe zatem, że któryś odnośnik wygasł. Jeżeli tak, to sorry. Mam nadzieję, że jeśli tak się stało, to znikły te najgorsze (epizody 6 i 7) lub najbardziej kontrowersyjne (5-04).
Nie wiem, czy seria przypadnie komuś do gustu. Część przejdzie obok i stwierdzi, że takiego wulgarnego gówna czytać nie będzie. Inni zaś będą mieli przynajmniej w połowie tak dobry ubaw jak ja, gdy to rysowałem. Bo nie da się trafić we wszystkie poczucia humoru jednocześnie. Ale niemożliwe jest też nie trafić w niczyje.
Zatem życzę miłej wyprawy do roku 2012 wraz z Damienem, Denisem, Lucy, Tomem, Kitty, Colinem i Arkiem. Tak, chyba dobrze zapamiętałem.
Na zakończenie wrzucam moją ulubioną piosenkę:
[link] Do zobaczenia na rozstaju!
For Tzeentch!